Biegam, bo chodzenie jest przereklamowane
RSS
środa, 09 kwietnia 2014

Powrót po kontuzji to dobry czas na zmiany. Cele biegowe zmieniły się dwa miesiące temu gdy miałem niewielkie już szanse na przygotowanie się do wiosennego maratonu. Ten maraton odbędzie się w najbliższą niedzielę a ja w nim nie pobiegnę. Na to nie ma szans. Serce by chciało ale rozum mówi zupełnie co innego. Ostatni tydzień mogłem już regularnie biegać ale nie robiłem tego z premedytacją. Bałem się, że jak zacznie mnie już noga nosić to jeszcze postanowię pobiec te 42km powoli dla zabawy. Ale wiem, że to nie ma sensu. Szkoda nóg, sił i glukozy na takie ekscesy. Przy tej okazji postanowiłem zakończyć pewien etap swojego życia i postawić w tym miejscu kreskę:

                                                                            

Odciąć przeszłość i spokojnie podążać własną, krętą ścieżką....

To jest mój ostatni wpis w tym miejscu. Na tym kończę zabawę w pisanie tego bloga. Aż ciężko uwierzyć, że biegam już po tym blogu ponad trzy lata. I to dość regularnie. Jak to szybko zleciało. Na jednym liczniku 15tys wizyt. Że też tyle osób kliknęło i rzuciło okiem na te moje wypociny? Szok i niedowierzanie. Na drugim liczniku w tym czasie nakręciłem około 10tys. kilometrów. Też całkiem nieźle. Zamęczyłem jedną klawiaturę i kilkanaście par butów. Zjadłem tonę makaronu i ze sto kilo szpinaku. A ile kcal spaliłem w tm czasie?? Ile to insuliny w siebie wlałem??? Można by mnożyć te cyferki ale.... to by było na tyle. Na pewno spotkamy się gdzieś na krętych ścieżkach biegowych a tym czasem kłaniam się w pas i au revoir....



16:50, marathoner
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2014

Po pierwszym bieganiu była przerwa. Wczoraj jakaś siłownia, przewalanie żelaza i takie głupoty. A dziś po obejrzeniu nagranego maratonu z Paryża tak się nakręciłem, że zrobiłem 12km. Tętno wysokie, mięśnie bolały a gęba się śmiała. Normalne to??

23:33, marathoner
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 kwietnia 2014

... z braku czasu nie będę się rozpisywał. Po prostu pobiegałem. Banan nie schodzi mi z mordy....

16:01, marathoner
Link Komentarze (2) »
sobota, 15 marca 2014

Czemu? Jak sięgnę pamięcią to zawsze były jedynie trzy powody mojego niepisania. A raczej pisania nieregularnego. Pierwszym były wyjazdy. Jak wyjeżdżam to nie mam czasu na głupoty. Drugi to nawał pracy. Czasu brakuje na sen to co tu mówić jeszcze o pisaniu. Trzeci i zarazem najgorszy to kontuzja.... Tak. Długo się zbierałem do tego wpisu. Wściekły jestem tak mocno, że nie mogłem się przemóc nawet do napisania kilku słów. W ostatnim miesiącu wszystko co związane z bieganiem dla mnie nie istnieje więc i tutaj nie zaglądam. Lewy achilles czyli moje największe utrapienie. Zabolał nie przy biegu a podczas źle postawionej stopy podczas schodzenia z krawężnika. Następnego dnia pobiegłem ale poczułem lekki ból i wróciłem szybko do domu. Trzy dni przerwy i nagle dostałem szału na bieganie. Musiałem natychmiast pobiegać w nowych Flyknitach. Jak idiota wybiegłem i mimo lekkiego bólu (który przeszedł po 2 minutach). Zrobiłem 12km. Oczywiście to nie było tak, że ból ustąpił. On się po prostu zamaskował. Następnego dnia już nie mogłem chodzić.... To było miesiąc temu. Pogoda idealna a ja nie mogę biegać. Masakra. Próbowałem jakieś dwa tygodnie temu ale już po 100m poczułem ukłucie i tym razem stanowczo wróciłem do domu. Już wszystko raczej jest w porządku ale nadal nie biegam. Nie chcę tego zrobić za wcześnie. Do maratonu już nie mam szans się przygotować więc cel już jest tylko jeden. Przygotowania do... maratonu jesiennego. Oczywiście nie jest tak, że siedzę i się użalam nad swoją lewą nogą. Treningi idą pełną parą i to po wielokroć są dwa dziennie. Jest siłownia, jest sporo basenu, są moje domowe obwody z gumami LifeLine i jest też rower. Taki stacjonarny z za małym siodełkiem od którego boli mnie już du..sza i mam porządnie wymasowaną prostatę ale mimo to robię na nim potworne treningi przekraczające nawet 2h. Chłopaki z pakerni (tak teraz jestem jednym z nich bo jestem tam codziennie a nawet dwukrotnie w ciągu doby) śmieją się nieraz ze mnie jak wchodzę na większą wentylację, że "olej już zaczynam brać" nawiązując do retoryki z warsztatu samochodowego ;-)

Podsumowując. Noga się goi powoli ale raczej skutecznie. Podwyższoną wydolność organizmu utrzymuję cały czas dzięki zastępczym formom wysiłku. O maratonie za miesiąc mogę zapomnieć. Pobiegnę go jedynie w formie happeningu przebrany za batmana, tubkę pasty do zębów, kowboja lub pszczółkę Maję w tempie na 3h z kawałkiem i tyle. Będę biegł, uśmiechał się do widzów a na punktach odżywiania wcinał bananesy i czekoladę do oporu. W końcu mam zapłacone, co nie???

 

"Jeżeli istnieje prawdopodobieństwo,

że coś może pójść źle,

to na pewno będzie to właśnie to,

co spowoduje największe szkody"

 

17:20, marathoner
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 lutego 2014

Jak na razie wszystko idzie według planów. Wtorek to 17km ciągłego po wypoczynkowym poniedziałku. Było mocno, równo i z dużym zadowoleniem na mecie. Wczoraj to najpierw pętelka dla podmęczenia nóg i wybiegania kilometrów a potem 6km podbiegów a całości wyszło ponad 16km. Porządna jednostka treningowa a wieczorkiem sauna. Pełen relaks. Dzisiaj odpoczynek więc 16km easy. Powolne tuptanie i zbieranie sił na jutro. W planach 8x1km ale coś mi się wydaje, ze to przesunę. Musiałem zweryfikować mój plan bo nie pasuje mi ten wolny poniedziałek. Ogólna rama była taka, żeby long run wypadał w niedzielę jak jest luźno na drogach a mocne bieganie w piątki. Niestety w ten dzień nie mam dostępu do tartanu a to na nim chcę też szaleć. Ten mam możliwość jedynie ugniatać w weekend więc sobota a jak się nie uda to zostanie w razie czego niedziela. Potem jeden dzień luźniejszy i dopiero długie wybieganie. Inaczej się nie da. Poniedziałki nie będą zatem wolne. Co do spraw organizacyjnych to powoli przymierzam się do przeniesienia tego "miejsca" na WordPress. Czemu? Możliwość pisania z urządzeń mobilnych. Da mi to większą swobodę i częstsze wpisy. Na razie faza testów. Ciekawostki z działu zakupów? Są nowe trzewiki prosto z outletu w Las Vegas za śmieszne pieniążki (no nie mogłem się powstrzymać od wydania na nie aż 35$) a drugie się już kupiły i przyjadą w wakacje. Jakie? Obie pary spod znaku "łyżwy" czyli Lunary Flyknit na dłuższe wybiegania i kultowe już Nike Zoom Streak 3. Tym razem niebieskie. Raczej ostatnia para bo model od pewnego czasu przestał być produkowany i nie sądzę, że uda mi się jeszcze trafić jakąś parę. Sprzęt jest, cel również, motywacji i zapału nie brakuje. Czego chcieć więcej??

20:04, marathoner
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 lutego 2014

Już powoli się zbliżam do tego pułapu. W całym styczniu przebiegłem nieco ponad 120km a tu nagle tyle samo w tydzień. Oczywiście mniej było innych zabaw i aktywności ale jednak. W piątek zrobiłem mocniejsze bieganie w na różnych odcinkach. Był to fartlek 1,2,3,4,5,5,4,3,2,1 na takich samych przerwach. Wyszło więc 30min bardzo mocnego biegania a całości było 17km. Przyzwoicie już się zmęczyłem i porządnie popracowałem łapami i nogami. Nie goniłem na 100% bo nie chcę sobie zrobić krzywdy. Cały czas pamiętam, że miałem przerwę w bieganiu a w takim wypadku wystarczy jeden mocniejszy zryw na niedogrzanym mięśniu i będzie katastrofa. Sobota to też porządna robota. Rano luźne 14km w formie masażu mięśni po dniu poprzednim a wieczorem siłownia. Skatowane nogi przysiadami ze sztangą i inne głupoty a na deser sauna. Wczoraj sił starczyło na 12km i miałem dość. Dzisiaj pełen relaks i regeneracja a jutro początek kolejnego mikrocyklu.....

11:41, marathoner
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 lutego 2014

Powoli się już wkręcam w reżim codziennej orki. Przedwczoraj jedynie 7km easy plus wieczorkiem siłka, basen i sauna, za to wczoraj już mocniej (jeszcze nie na maxa) popracowałem na 5km podbiegu gdzie całość wyszła prawie 13km. Dzisiaj też easy ale już 11km. W końcu mój asfalt jest czarny i łapię normalną przyczepność. Oby tak już zostało. Pogoda dzisiaj była super. Może na słońce nie zdążyłem za to nie było w ogóle wiatru. Flauta. Rewelacja. Ten tydzień do końca jeszcze bez spektakularnych treningów a od przyszłego tygodnia ogień. Oby pogoda nie pokrzyżowała moich planów....

17:40, marathoner
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 lutego 2014

"Zawsze kiedy wydaje ci się, że będzie lepiej, to znaczy, że coś przeoczyłeś"

Tym optymistycznym cytatem powracam do pisania po tygodniu nieobecności. Powracam również do biegania. Tydzień byłem wyłączony ze spraw związanych z pokonywaniem przestrzeni na własnych nogach. Powód? A chyba się dorobiłem jakiegoś zapalenia płuc czy gruźlicy. Nie wiem co to było bo u specjalisty nie byłem ale myślałem, że umrę. Coś mi się wydaje, że tak porządnie dorobiłem się po moim ostatnim starcie. Po przeanalizowaniu na spokojnie dzienniczka to tam upatruję przyczyn. Po przebiegnięciu mety udałem się niespiesznie do samochodu ale niestety parking na którym go zostawiłem za blisko mety nie był usytuowany. Do tego jakoś się grzebałem powoli, szukałem znajomych pysków i takie tam. Jak dotarłem do wozu to się postanowiłem na szybko przebrać na zewnątrz. Rozebrałem się do gołej klaty i szybko zarzuciłem suche ciuchy. Ale coś mi się wydaje, że ta chwila wystarczyła. Mróz był chyba z -10ºC a ja stałem spocony.... No nic. Było-minęło. Tydzień nocami umierałem a za dnia katowałem się obwodami, skakanką i siłownią. Do tego mocno basen i sauna. Dopiero wczoraj pierwszy bieg. Niby mogłem wcześniej ale już wolałem poczekać aż się wykuruję do końca, aż szalona pogoda się zmieni i będę mógł spokojnie robić swoje. Wczoraj rekonesans tras. Po przedwczorajszej siłowni zakończonej ostrym rowerem sił starczyło na 10km. Noga się nie kręciła. Dzisiaj porwałem się na 14km ale końcówkę umierałem. Nogi mam jakieś mocno zgwałcone, tętno wysoko, płuca nie nadążają. O co kaman? Czuję się jakbym miał z miesiąc przerwy. Jutro znowu walka....

20:29, marathoner
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 stycznia 2014

Warunki pogodowe jakie są wszyscy wiedzą. Pociągi nawet stoją to jak ma wyglądać trening biegowy? Ja wczoraj postanowiłem zrobić sobie wycieczkę biegową w celu sprawdzenia lepszych terenów pod robienie szybszych akcentów. Generalnie szukałem dobrze odśnieżonych, czarnych, asfaltowych długich prostych. Niestety w mojej okolicy okazało się to niemożliwe. O dziwo, najlepsze trasy to mam te, po których biegam. Gdzieś indziej jest dramat. Normalnie zasypana Syberia. Ale do rzeczy. Najpierw poleciałem swoją tradycyjną pętelkę 3,5km. Tam wszystko było super, suchy asfalt więc prędkość poprawna i zmęczenie sobie narastało. Potem wykonałem zwrot i pobiegłem w celu poszukiwania. Pomysł był prosty: tam gdzie jest przyczepność lecę ostro, tam gdzie jej brak zwalniam. Ot, taka dziwna zabawa biegowa. Niestety tych szybkich odcinków za dużo nie było. Mój tradycyjny podbieg też zasypany, dłuższa pętla również nie nadaje się do biegania.... Jedyne czego nie sprawdziłem to stadion ale tam raczej nie przewiduję szaleństwa. Całości wyszło 21km. Początek mocno, koniec też udało się zrobić szybszy. Ładny trening. Najgorsze jest to, że moje przeziębienie się pogłębiło po wczorajszym ganianiu na mrozie. W nocy się dusiłem, nos zapchany. Nie mam na tę chwilę pomysłu co robić. Może zacznę chodzić na bieżnię mechaniczną? Nienawidzę tego ale inaczej nie mam jak wykonywać mocnych jednostek treningowych. Prognozy pogody nie przewidują na razie dużych zmian więc mam problem. Dzisiaj biegania nie będzie. Rano były obwody a wieczorem zrobię basen i saunę. Może to pomoże....

12:23, marathoner
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 stycznia 2014

Padłem jej ofiarą ;-) Przeglądałem właśnie zdjęcia z ostatniego biegu i okazało się, że na części z nich ja to nie ja.... Z twarzy do siebie nie podobny, ubiór też jakby w innej kolorystyce (wiadomo, że Photoshop robi cuda ale, żeby aż tak?), postawa biegowa też nie moja a numer się zgadza. Czary czy co? Nie to Pomysłowy Dobromir przyczepił sobie numer z innego biegu. Moja wnikliwa analiza ujawniła, że czcionka nie ta i nieco inna szata graficzna. Czemu tak się dzieje? No cóż. Tak już bywa. Na myśl przyszły mi trzy możliwości. 1) Osobnik nie ma ochoty płacić za bieg i tyle. Zwyczajny oszust. 2) Nie ma kasy na to,żeby zapłacić za bieg. To akurat nie tłumaczy takiego postępowania bo na zdjęciach widać, że zegarek na ręku jest za 1000zł. 3)Nie zdążył się załapać na płatną pulę numerów a bardzo chciał go pobiec. Taaak dochodzimy do sedna. W obecnych czasach nie wystarczy szybko biegać. Teraz trzeba jeszcze szybko klikać w internecie. Na mniejsze biegi (do 2000 osób) numery rozchodzą się w pół godziny od momentu rozpoczęcia zapisów. Jeżeli ktoś zaspał to niestety. Zostaje mu lewizna. O ile pobiegł to jako trening, nie wbiegł na metę i nie zabrał komuś medalu to ok. Ale jeżeli takich kolesi było ze stu to dla osób z końca stawki zabrakło medali. A to dla tych co biegną tuż przed napisem "KONIEC WYŚCIGU" jest to największa nagroda. To oni się z tego powodu najbardziej cieszą. Więc jeżeli pobiegł sobie dla zabawy i nie wbiegł na metę to niech mu będzie. Mocny trening w środku zimy się należy. Ale jak medal ma na ścianie to oby mu się ta ściana zawaliła na ten zegarek.... Co ciekawe już mi się kiedyś coś podobnego przydarzyło. Przeglądam zdjęcia a z ekranu na mnie patrzy jakiś grubas co to nie wie, że czarne wyszczupla. Ale po dokładnym przyjrzeniu się numerkom okazało się, że przyczepił go do góry nogami. Numer miałem jakiś "ładny". Już dokładnie nie pamiętam jaki, ale było to coś w stylu "666", "686" czy "868"....

22:53, marathoner
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Syrop z herbaty przecukrzonej nie pomógł (nie umniejszając jego walorów prozdrowotnych mogę napisać, że pomógł jedynie na chwilę). Gardło boli, łeb pęka, termometr wariuje... choróbsko jak nic. Zobaczymy co się jutro wydarzy....

23:37, marathoner
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 stycznia 2014

Pogoda bez rewelacji. -5ºC i wiatr. Mogło być lepiej ale dziękować niebiosom, że nie było gorzej. Generalnie pogoda była jednakowa dla wszystkich więc nie ma co narzekać. Nie leciałem na 100%. Nie leciałem w trupa. Z założenia to był mocny trening. Bałem się za mocno przycisnąć, żeby się nie odezwał ten achilles (a przecież na tyłku miałem moje pechowe spodnie). Do tego rano poczułem lekkie drapanie w gardle więc już zacząłem się lekko niepokoić. Na tym śliskim podłożu postanowiłem nie wariować z prędkością a zająć się raczej ważniejszymi rzeczami a mianowicie poziomem cukru. I coś mi się wydaje, że dobrze trafiłem bo po biegu cukier był na poziomie 190mg% a to oznacza, że na maratonie byłoby rewelacyjnie jeżeli chodzi o paliwo. Tak więc z tego jestem zadowolony. Co do czasu to też poczyniłem pewne założenie i co ciekawe pobiegłem chyba o jedną czy dwie sekundy szybciej. Na tyle się czułem, na tyle uważałem, że mogę pognać. Nic nadto. I z tego też jestem zadowolony. No i ostatnia rzecz to międzyczasy. Najszybszy kilometr oczywiście otwierający ale tak jest zawsze, że jak starter strzeli to wszystkie konie lecą na huraaaaa.... Drugi kilometr jeżeli chodzi o najszybszy międzyczas to był to kilometr.... ostatni! I z tego powodu też jestem zadowolony. Znaczy, że zapas jeszcze był i wszystko jest na dobrej drodze. Tak na prawdę to mocny finisz rozpocząłem już jakieś dwa kilometry przed metą. Ale na międzyczasie przedostatniego odcinka tego nie będzie widać bo ostro wiało i miejscami to mnie prawie w miejscu stawiało. Ale wyprzedzałem bo wiatr jak wiadomo wiał dla każdego tak samo. Od półtora kilometra do końca już tylko wyprzedzałem i wyprzedzałem. To cieszy. A więc plan wykonany po trzykroć. Po przekroczeniu mety poszedłem na herbatkę ale po pierwszym łyku ją wyplułem i wylałem. Słodka jak ulepek. Jak można tak profanować herbatę czymś tak przyziemnym jak cukier?? Okropność. Zwinąłem medal i udałem się czym prędzej do domu, żeby się nie nabawić zapalenia płuc. W końcu jutro biegamy, czyż nie??

PS. Co ciekawe teraz już mnie gardziołko nie drapie. Może to po tej słodziutkiej herbatce, która zadziałała jak syrop??

16:41, marathoner
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 stycznia 2014

Wczoraj biegania nie było. Deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. Wolałem zjeść kolację i się wyspać. Za to dzisiaj rano zrobiłem delikatne 12km z kilkoma szarpnięciami na czystym asfalcie. Wszystkie próby przebiegły prawidłowo więc jutro będzie walka. Zobaczymy co się wydarzy. Oby śniegu  nie dowaliło a reszta jest nie ważna. Stawka zawodników będzie bardzo mocna więc trzeba się mocno przyłożyć.....

14:15, marathoner
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 stycznia 2014

Ręce opadają. Normalnie nie wiem od czego zacząć. Może od spodni? Ostatni raz biegałem 13 stycznia. Pierwszy raz w zimowych tightach i... jak co roku złapała mnie kontuzja. Nie wiem czy to już siedzi w mojej głowie czy w tych gaciach. Jak tylko je wcisnę na siebie to ból murowany. Tak jest co roku. Może one mają jakiś zły dla mnie krój? Może gdzieś uciskają za mocno albo gdzieś ciągną. Coś w tym musi być bo następnego dnia po tej ostatniej dwunastce zabolał achilles i lekko spuchł. Normalnie miałbym to gdzieś i zrobił trening zastępczy i wrócił do zabawy po jakimś czasie. Ale ja w niedzielę mam lecieć na ostro w mocno obsadzonym biegu. Cała polska czołówka biegowej ulicy się spotyka na tym corocznym święcie... Czy mogło być gorzej? Chyba nie. O bieganiu mogłem zapomnieć więc wskoczyłem do basenu. Najpierw półtorej godziny młócenia bez przerwy wody łapskami, przedwczoraj godzinka i minut piętnaście a wczoraj nieco ponad godzinkę. Do tego posiłkowałem się niesteroidowymi środkami przeciwzapalnymi i... chyba wszystko minęło. Zaraz wciągam buty i lecę się przekulać z 10km. Delikatnie. Jeżeli dzisiaj będzie ból to z niedzieli nic nie wyjdzie. A jeżeli noga będzie sprawna to kto wie jak wypadnę w niedzielę? Te trzy dni basenu dały trzy dni odpoczynku biegowego. Często jest to lepsze niż kombinowanie dziwnych treningów. Na razie nie zakładam tych pechowych spodni i latam na krótko....

18:08, marathoner
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 stycznia 2014

No i nastała zima. A już myślałem, że w krótkich portkach będę latał do wiosny ;-) Wczoraj nie miałem już chęci na gołe nogi. A i wiatrówkę przedwczoraj zarzuciłem na grzbiet za to jeszcze biegłem w krótkich gaciach. Co ciekawe na drugim kilometrze dostałem fontanną lodowatej wody prosto spod kół ciężarówy. Tak mi się zimno zrobiło jakby we mnie piorun strzelił. Potem dwóch dziwnych panów w samochodzie próbowało mnie zatrzymać ale nie zwracałem na nich zbytniej uwagi gdyż byłem w swoim rytmie i swoim świecie. Chyba się wkurzyli i musieli się troszkę napocić, żeby mnie dogonić. Okazało się, że to policjanci underkower i chcieli mnie poinformować, że słabo mnie na ulicy widać i takie tam. Bardzo chcieli, żebym się przeniósł na ten krzywy chodnik co to jest, jak sama nazwa wskazuje, do chodzenia (a co z bieganiem?) bo z ulicy to oni takich jak ja ciągle muszą zbierać (!sic). A ja w taki sposób latam od lat, żyję i żyć zapewne będę. Ot, taki ze mnie niepokorny. Za to wczoraj cała wilgoć zalegająca na ulicy została zmrożona do postaci lodu. Jak większość zapewne wie, woda w postaci stałej czyli lód jest śliski i bieganie po nim do najwygodniejszych nie należy. Chodniki za to były suchutkie i w pełni pozbawione śliskości więc, o ironio, na nie się wczoraj przeniosłem. A może to ci źli policjanci polali mi mój tor na ulicy?? Tak na złość i na przekór? Nieważne. Przedwczoraj 16km a wczoraj 12km. Zaczynamy się rozkręcać....

08:19, marathoner
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 stycznia 2014

Już tylko trzy miesiące więc czas zabierać się do roboty. Na razie powoli i bez szaleństw ale trzeba zacząć się wkręcać w wir porządnej pracy. Pogoda na razie sprzyja więc ruszyłem na rekonesans. A więc mogę śmiało napisać, że nad stadionem było i słońce i wiatr. Dziś miałem do zrobienia albo 400metrówki albo kilometrówki. Dobrze, że wybrałem to pierwsze. Dawno nie kręciłem się w kółko więc nogi jeszcze nie podawały tak jak trzeba. W ogóle to coś mi nie pasowało od samego początku. Oczywiście było wolniej o kilka sekund na każdym kole w stosunku do tego co robiłem latem ale to zrozumiałe. Troszkę się zastałem więc gdybym startował z takich samych wyników to by znaczył, że coś jest nie tak jak trzeba. Zrobiłem 2x(5x400) na przerwie 2-3min. Na początku były to dwie minuty a pod koniec dochodziło do trzech ;-) W lato była to jedynie minutka. Widać, że jest nad czym pracować ale nie robiłem tego pewnie ze 3 miesiące albo i lepiej. Jak zwykle przedostatni odcinek robię najszybszy (mięśnie są już dogrzane a poza tym jeżeli wykonam ostatni z taką samą mocą jak poprzednie to znaczy, że jest ok) i okazało się, że nie bardzo mogę urwać jakieś sekundy. Najwięcej z prędkości traciłem na wirażach (jest to oznaka słabych mięśni) ale dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że ganiam w "ciężkich" treningówkach a nie jak zwykle w "nicnieważących" kolcach. No i co najważniejsze kolce posiadają Track Control oraz ESP i dzięki temu można na winklach nieco nadrobić. Ów fakt sprawił, że poczułem się lepiej i ze spokojem mogłem spojrzeć w przyszłość co do postępów na treningach więc w podskokach skierowałem się w kierunku domu, wanny i patelni. Całości wyszło ponad 13km w tym dziesięć odcinków na przyzwoitej prędkości. Wróciłem do domu i patrząc w lustro rzekłem do jegomościa stojącego tam: "dobra robota". Nic nie odpowiedział ale wiedziałem, że jest zadowolony....

16:52, marathoner
Link Komentarze (2) »
środa, 08 stycznia 2014

Żeby nie było, że się obijam to przedwczoraj mocne dwanaście (tętno dość wysokie po górach), wczoraj dwanaście i dzisiaj tyż ;-) Nowy rok zaczynamy mocno. Za tydzień biegamy licząc się z cukrzycą (to nawet nie treningowo a zabawowo) za to w kolejny weekend lecimy już 15km na ostro i na ateście i coś mi się zdaje, że raki będą potrzebne ;-)

16:29, marathoner
Link Dodaj komentarz »

Tym razem ów bieg odbył się prześlicznych okolicznościach przyrody. Trasa jego biegła od Piątki czyli popularnego schroniska w Tatrach szlakiem niebieskim w kierunku Zawratu. Zakończył się niestety gdzieś na wysokości Wolego Oka gdyż moje Asics'y nieuzbrojone w raki nie dały rady tak zmrożonemu śniegowi. Powrót tą samą trasą z drobną różnicą gdyż na zbiegach dwa razy zaliczyłem zjazd na tyłku. Brak ABS i kontroli trakcji dał o sobie znać. Pobiegłem ubrany jedynie w cienki windstoper i dwa kije. Bez żadnych dodatkowych pomocy. Pogoda obłędna. Piękne słońce, zero chmur, zero ludzi. Byłem tylko ja i góry. Co za widoki. Żałuję tylko jednego...., że nie wziąłem aparatu!!! Na zabawie sylwestrowej pełnej Jednorożców nie szalałem z alko więc rano wstałem przed wszystkimi rześki, niezmelanżowany i gotowy do biegu. Dwa kije w łapy i ogień. Całe towarzystwo zostało na dole a na szlaku byłem tylko ja i Miedziane, Opalony, Szpiglas, Czarna Ławka, Kotelnica, Gładki, Walentkowy..... a po prawej dumny Kozi Wierch i Zamarła Turnia a po dalszym podbiegu pokazuje się Świnica.... co za okolica. Co za noworoczny rozruch. Na długo to zapamiętam..... Potem śniadanko w ciepłym schronisku i obserwacja budzących się do życia zombie ;-0 towarzystwo ostro poszalało.....

16:25, marathoner
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 grudnia 2013

Jutro jadę szlajać się po górach. Nic więcej się w moim dzienniczku treningowym nie zmieni. Po powrocie będzie więcej pracy więc teraz trzeba wypocząć i nabrać chęci na dalsza pracę. A jak mijający rok przedstawia się w liczbach? Przebiegłem dwa maratony. Oczywiście nie byłem z nich zadowolony na 100% ale to nie nowość. Kilometraż jaki zrobiłem w tym roku to 3tys. kilometrów. Dużo to nie jest ale jak spojrzeć, że w grudniu przebiegłem 200km, w listopadzie 160km a w październiku "aż" 70km to nie dziwi taki wynik. Do tego sierpień też był luźniejszy bo w formie wycieczek górskich a biegania raptem 200km. Najważniejsze, że kontuzje mnie omijały a prędkości wzrosły bardzo ładnie. Oby przyszły rok nie był gorszy od tego.... czego i Wam wszystkim życzę w nadchodzącym roku. Wszystkiego najlepszego i do usłyszenia w styczniu. Bez odbioru....

19:08, marathoner
Link Dodaj komentarz »

Czy to nie jest już nudne??? Ciągle ciągły na przemian z podbiegami. Podbiegi naprzemiennie z ciągłym w różnych konfiguracjach. Wiecznie jak nie pod wiatr to pod górę. Ile można??? Ile się da!!! :-) Z tego będzie moc...

PS. Jutro ostatni trening w roku.

01:16, marathoner
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 grudnia 2013

W moim bieganiu nie ma świąt. Łoję te kilometry bez względu na okoliczności. Z uwagi na wzmożony dowóz kalorii do organizmu w tych dniach postanowiłem nieco mocniej się pomęczyć. Drugim powodem jest powolutku zbliżający się pierwszy zimowy start. Trzeba się ogarniać więc dwunastki są lekko przykusymi dystansami. W poniedziałek rąbnąłem jeszcze dwunastkę za to we wtorek 13km w tym mordercze podbiegi. Środa świąteczna to już 15km mocnego przebierania kopytami. Muszę przyznać, że ciężko nie było a jedynie.... nudno. Dawno nie biegałem tyle równego tempa i po prostu mi się dłużyło. Wczoraj wolne bo teściową trzeba było już do domku odwieźć więc mimo wielkiej ochoty na bieganie w dziwny sposób wybrałem długą podróż. Ciekawe czemu? Dzisiaj to już 16km mocnego tempa. Znowu się dłużyło i znowu się znudziłem ale warto było. Ładna pogoda. Wiatru niewiele.

Powoli muszę zacząć podsumowanie roku bo z biegowych zajęć został mi jeszcze jutrzejszy dzień i niedziela. Potem już góry i tam biegania raczej nie przewiduję. Jak się coś uda to nawet nie będę tego odnotowywał. Wyjazd jest zaplanowany z nieco inną aktywnością. Raki, czekany i tym podobne głupoty. Wysiłek będzie ale na dużo niższym tętnie. Za to olbrzymia objętość bo całe dnie.... będzie fajnie....

00:07, marathoner
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 grudnia 2013

Biegacie? Ja na dziś mam zaplanowane 6km podbiegów. Najpierw się porządnie zmęczę, poczuję palący kwas w mięśniach a potem.... a potem usiądę do Wigilii i zacznę uzupełnianie glikogenu. Mam zamiar go uzupełnić porządnie i ze smakiem czego i Wam wszystkim życzę. Do tego te prezenty. Mam nadzieję, ze nie dostanę nic związanego z bieganiem bo ile można? ;-)

09:21, marathoner
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 grudnia 2013

Nie, nie będzie o podbiegach. Chodzi o to, że dzisiaj najdłuższa noc była (jest?) więc powoli zaczną nam się już kończyć te egipskie ciemności. Sekunda do sekundy i długość dnia wzrośnie do znośnego.... A co z moim bieganiem? Cały czas to samo. Bez zmian trzaskam mocniejsze ciągłe na przemian z podbiegami. Do tego obwody. I tak w kółko do znudzenia. Monotonia i znudzenie. Bez przerwy i bez odpuszczania. A jak mi to wychodzi? Z każdym treningiem jest coraz łatwiej a jego czas się skraca. Nie biegam absolutnie treningów na maxa aby bić rekordy trasy ale i tak się to dzieje. Jest tak jak z tymi coraz krótszymi nocami. Sekunda do sekundy i może po kilkunastu tygodniach uzbiera się minutka.... Oby. Tak na prawdę to cieszy mnie restytucja tętna. Po mocnej dwunastce tętno w ciągu minuty od zatrzymania się spada mi o ponad 60 uderzeń. Do tej pory było to w granicach 50 uderzeń a do tego kończyłem z wyższym tętnem. Jest poprawa i to znaczna. Kilometrów jest dużo mniej ale są biegane konkretnie. Na razie jeszcze nie biegam długich wybiegań. Do końca miesiąca. W styczniu gdy zjadę już z gór powoli jeden z biegów będzie się wydłużał. Jedyne co mnie martwi to moje kolano. Większe prędkości spowodowały, że się odezwało. A może to wina biegania w krótkich spodenkach? Tak ;-) Nadal biegam w letnich ciuchach. Zima niby wczoraj zawitała ale ja jej jeszcze nie widzę i strojem jej wzywać nie zamierzam....

07:37, marathoner
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 grudnia 2013

Ostatnio biegam codziennie. Wtorek 12km porządnego biegu, środa to mordercze podbiegi, czwartek i piątek po 12km szybko a dzisiaj znowu pod górę. 13km mocno do góry i szybko (bardzo szybko) w dół. Bez odpoczywania i tego typu głupot. Ciągle biegam w krótkich spodenkach, ciągle w lekkiej bluzie i ciągle się pocę. To jest to....

23:18, marathoner
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 grudnia 2013

Przedwczoraj 12km porządnego biegania, wczoraj 13km w tym 6km podbiegów, a dzisiaj 12km ciągłego i mocnego biegania. Do tego obwody i duuuużo jedzenia. Się biega się je......

19:23, marathoner
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23




stat4u